Dochodziła 10 . Zamknęłam pamiętnik i leniwie podniosłam się z krzesła. Podeszłam do okna by wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza. Delikatnie uniosłam rolete, by moc dostać się do klamki. Gdy pociągnęłam za sznurek odrazu oślepiło mnie jasne, słoneczne światło . Co się dziwić, mamy 23 czerwca. Już niedługo zakończenie roku szkolnego, zakończenie pierwszej klasy, jak dobrze.. Nie będę już musiała się męczyć z przezwiskami ze strony obecnej klasy trzeciej. Często wołano do mnie 'Laleczko', 'Barbie'. A mówiły to dziewczyny wyglądające jak najnowsze wydanie lalek z 'Monser High' . Irytujace..
Dziś jest sobota, więc przyjeżdża Josh. On zazwyczaj odwiedza nas w weekendy. Nas znaczy mnie i Mamę, ojca jak zwykle nie ma. Często się zastanawiałam jak to jest, że ojciec jest u nas rzadzej niż Josh mimo, że z nami mieszka. Mój brat przylatuje tu z Mullingar, a kochany ojczulek nie raczy nawet przyjechać z Londynu. Przywykłam. Przerwalam rozmyślania i wróciłam do poprzedniej czynności. Otwarłam okno i zaciągnęłam się zapachem drzew owocowych rosnących koło domu i zboża . Wpadłyśmy z mama na pomysł że upieczemy na dziś jakieś ciasto, więc postanowiłam wybrać się po produkty. Szybciutko udałam się do łazienki by przebrać się w TO. Najciszej jak potrafiłam zeszłam na dół by nie obudzić mamy, szybko zabrałam portfel i wyszłam w kierunku marketu.
Nie miałam za dużego wyboru, bo u nas, jest tylko 1 mini market i kilka sklepów. Taka tam wieś. Ale nie chciałabym się przeprowadzać, no chyba że do Mullingar, ale i tam by mi było ciężko bez Sam i Matt'a. Szłam ulicami Holmes Chapel. Powoli, spokojnie, miarowym krokiem z sluchawkami na uszach. Z zakupami musiałam się pośpieszyć by zdążyć na powtórkę X-factora , której nie dałam rady wczoraj obejrzeć, więc przyspieszyłam kroku i już parę minut później byłam w markiecie. Podstawowe produkty : Jajka, masło, margaryna, mleko, mąka, plus inne rzeczy takie jak czekolada, oranzada czy ciastka i sok. Poszłam
grzecznie do kasy, zapłaciłam jak bóg nakazał spokojnie wyszłam, zrobiłam wszystko jak należy, więc dlaczego Bóg mnie pokarał rozdartymi siatkami na środku miasta !? Stałam pod ratuszem i patrzylam się jak głupia na to, jak wszystko powoli wypada z reklamówki. Fajnie, nawet nie miałam nic, w co można by było schować te rzeczy .. Uklęknęłam nad zakupami i zaczęłam zbierać je w ręce. Gdy skończyłam wstałam i poruszając się jak oferma kierowałam się w stronę domu . W pewnym momencie zauważyłam chłopaka, siedzącego na ławce. Wiedziałam kto to, znałam tego blondyna. Nie dziwiło mnie więc że patrzył na mnie śmiejąc się, zamiast mi pomóc.
- Niall, ofermo, co tu robisz ? - Spytałam łapiąc w ostatniej chwili spadającą czekoladę .
- Tak, Katherine, też się cieszę że Cię widzę . - Powiedział z drwiną w głosie .
- Oj, no cześć, cześć, zapomniałam..- uśmiechnełam się.
- Przyjechałem z Joshem jakieś 20 minut temu .. - po tych słowach wszystkie zakupy wypadły mi z rąk a blondyn bezczelnie gapił się na mnie z bananem na twarzy .
- Co !? Tak wcześnie !? Jak to !? Nie tak, wszystko nie tak ... - Zaczęłam nawijać pod nosem zbierając przy okazji produkty .
- Świetnie, jajka się pobiły ! Cholera ! - Klnęłam . - Nie, nie musisz pomagać - dodałam z sarkazmem patrząc na Nialla.
- A ! No tak, już . - Powiedział tak, jakby dopiero się obudził i zobaczył gdzie jest .
- Dzięki... - wyszczerzyłam się i trzymając w rękach część zakupów udałam się do domu, a chłopak zaraz za mną .
***
Ok, mamy pierwszy rozdział . Mile widziane komentarze .! 3 kom - nowy rozdział ;)
Świetny. *.* Pisz 2. ! ♥
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie .;- * Pisz dalej bejbee . < 3
OdpowiedzUsuńŚwietne. Tak trzymaj. Mogłabyś mi pomóc. Mam problem z czcionką na blogu {nie chce się powiększyć choćbym nie wiem co robiła}. Zapraszam na mojego bloga: http://endless-love-for-one-direction.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńKurde.. No nie wiem, może psrobuj przeladowac lub poszukać pomocy w internecie ? Ja nie miałam dotychczas takiego problemu, więc nie wiem co poradzić . Powodzenia ;)
Usuń